Tutaj jesteśFelietony / „Bo przecież nie każdy musi być magistrem...”

„Bo przecież nie każdy musi być magistrem...”


AutorMariusz Kostka- Dodano dnia30 stycznia 2009

Witam wszystkich w moim trzecim już felietonie. Bardzo dziękuję za żywe zainteresowanie poprzednimi dwoma, które przeczytało odpowiednio 342 i 284 osoby. Dziękuję za maile i sugestie. Tematem przewodnim na dziś jest rekrutacja na magisterkę. Spotkanie odbyło się dwa tygodnie temu i odbiło się szerokim echem w gronie studentów. Czekając aż sytuacja lekko się uspokoi, a także zostawiając sobie czas na sesję, pozostawiłem popełnienie tego felietonu na dzień dzisiejszy.

To, co każdy student trzeciego roku (nie) powinien wiedzieć

Zacznijmy od tego, że termin spotkania był wybrany fatalnie. Dwa dni przed sesja + w trakcie słuchanki (części egzaminu końcowego) z języka angielskiego. Naturalnie już dwa tygodnie wcześniej studenci informowali o tym „drobnym” problemie, niestety ich skargi nie zostały pozytywnie rozpatrzone. Parafrazując jednego z forumowiczów „nie jesteśmy na I roku, żeby się o to obrażać”. Niektórzy odnieśli wrażenie, jakoby spotkanie było dla władz, a nie studentów.

Wróćmy jednak do treści spotkania: Po pierwsze w tym roku są dwa terminy rekrutacji – letnia oraz zimowa. Na studentów studiów stacjonarnych czeka w październiku 840 miejsc oraz 300 w zimie. Przepraszam studentów niestacjonarnych, ale nie zanotowałem liczebności dla ich trybów, a strona Studium Magisterskiego, gdzie znajduje się prezentacja, informuje mnie, że nie mam praw dostępu do pliku. Szkoda. Zawiodłem się także na innych elementach rekrutacji – do 1 sierpnia trzeba złożyć komplet dokumentów, aby móc od października kontynuować naukę, wszystko trzeba zdać w pierwszym terminie, ale całkowity majstersztyk to 1/3 miejsc dla studentów obecnych.

Owe osławione 30% z hakiem przypadnie tym, którzy osiągną najwyższą średnią dziekanatową. Dla wielu to bardzo klarowny sygnał – oczekujemy od przyszłych magistrów, że nie chcą się uczyć, wybierają najłatwiejszych wykładowców i omijają szerokim łukiem tryb indywidualny i przedmioty konkursowe. Zastanawiam się po co ten wspaniały system średniej stypendialnej promujący drogę przez ciernie, skoro magistrem może być każdy.

Na tych (nie)szczęśliwców, którzy nie zmieszczą się wśród 280 studentów z najwyższą średnią ocen - UWAGA! Spośród wszystkich trybów studiów – czeka egzamin. Trochę to parodia, żeby wrzucać studentów niestacjonarnych i stacjonarnych do jednego worka. Przypominam, że niestacjonarni mają trochę inny zakres przedmiotów, nie realizują drugiego języka i wśród dziennych krąży opinia o dużo wyższej średniej w tej grupie. Szczerze to dziwne, że nie możemy uznawać średnich ze szkół prywatnych lub publicznych – ta sama skala problemu.

Egzamin także pozostawia wiele zastrzeżeń. 30% stanowią pytania z języka, a 70% „z ogólnej wiedzy o gospodarce”. Okazuje się, że w ogólnej wiedzy wcale nie mieszczą się wszystkie przedmioty obowiązkowe na studiach pierwszego stopnia, ale tylko ich „humanistyczna” część np. MSG, Historia Gospodarcza. Tym samym student Zarządzania, FiR, MIESI może się dostać na dowolny kierunek nic o nim nie wiedząc. W spisie literatury zabrakło wielu ważnych książek, a udział Mikro/Makroekonomii jest niski. Za rok okaże się, że połowa studentów MIESI nie wie co to macierz, a połowa FiRowców nie odróżni aktywów od pasywów. Rysuje się przed nami świetlana przyszłość. Wśród ciekawszych rodzynków ze spotkania warto jeszcze nadmienić, że ustawa ten bałagan regulująca została sporządzona w maju (!?) i nic już się zrobić z tym nie da. Nie wiem także czy władza chciała nas skłócić wewnętrznie w sprawie SHP (który wchodzi na drugi stopień automatycznie), ale to przykre, że na spotkaniu nie zostało to klarownie wyjaśnione (albo ja to pominąłem, za co przepraszam). Prawda jest taka, że osoby na SHP miały obiecane studia jednolite, potem pojawił się nagle system boloński, a oni „zostaliby oszukani”. Ale tak naprawdę, to to nie ma znaczenia – oni nie wchodzą do puli miejsc.

„Rzym przemówił – sprawa skończona”

Z czym kojarzy się Wam starożytny Rzym? Akwedukty, Koloseum i ... Forum Romanum. Mniej znane forum eSGieHa przemówiło. Nie ma co się dziwić, że dość żywiołowo. Pomijając wiele postów z pogróżkami, pełnych gniewu, forumowicze postanowili spróbować znaleźć rozwiązanie. A nie było o to prosto. Wiele koncepcji, które tam się znalazło ograniczyłem do kilku, które znalazły szerzy posłuch i nie były zbyt demagogiczne. Zaprezentuję je poniżej:

  • oddzielić miejsca zarezerwowane dla każdego kierunku – stacjonarni mają swoje 280 na studiach stacjonarnych, niestacjonarni swoje miejsca na swoim toku. Jak ktoś chce na inny tryb – zapraszamy na egzamin.
  • Zrezygnować z miejsc zarezerwowanych – w końcu jeżeli ktoś jest zdolny, czego miała dowieść średnia ocen, to bez problemu sobie poradzi z egzaminem. Niech wszyscy mają równe szanse.
  • Rozszerzyć zakres lektur obowiązkowych o inne, techniczne, przedmioty obowiązkowe w tym Statystykę, Ekonometrię – odda to pełen profil SGH jako uczelni bezwydziałowej i zrobi egzamin bardziej obiektywnym. Moja propozycja jest taka, aby udział każdego przedmiotu był proporcjonalny do liczby punktów ECTS. Naturalnie część przedmiotów można spokojnie pominąć jako element innych (np. Matermatyka)
  • Jeżeli musimy zostać przy 1/3 „bez rekrutacji” to wykorzystujmy powszechnie uważaną za sprawiedliwą średnią względną. Problem z różnymi trybami też pewnie zniknie.
  • Koniecznie część egzaminu powinna zawierać pytania z kierunku na jaki rekrutuje się dana osoba – w najpopularniejszym wariancie podział jest taki: 30% język, 30% kierunek, 40% ogólnie. Ze swej MISIowej strony służę wszelką pomocą w zakresie standaryzacji wyników egzaminu dla różnych kierunków.
  • Decyzja o otwarciu (lub nie) kierunku przed egzaminem – trudne do wykonania, ale na wstępie, 1 kwietnia, można wyeliminować część kierunków
  • Więcej niż jeden termin egzaminu, drugi np. po 2 tygodniach, przy czym wolno uczestniczyć tylko w jednym.

Duża część z tych propozycji mieści się w tzw. Wariancie M&F (Michi69 i Frozzer, czyli ja :), popartego i udoskonalonego wspólnymi siłami forumowiczów w jedną noc, za co wszystkim serdecznie dziękuję w imieniu (mam nadzieję nie tylko) swoim).

„American Pie SGH”

Jeśli nadal studiujesz lub planujesz, a nic się nie zmieni proponujemy wspaniały tytuł magistra na studiach dziennych najlepszej uczelni ekonomicznej w tym kraju! Oto złoty przepis:

1. Olej maturę, 31% wystarczy do zdania i dostania się na studia zaoczne
2. Koniecznie wybieraj najbardziej „lajtowych” wykładowców, same 5 i 5,5 w indeksie
3. Rekrutuj się ze średniej na magisterkę dzienną.

Sukces gwarantowany.

„A karawana idzie dalej”

A skoro już koniecznie musicie przeforsować obecny stan to błagam Was – niech to będzie egzamin z gospodarki, z Solowa, z ustroju, nawet z polityki społecznej, a nie z historii czy geografii. Niech miejsca rezerwowane będą dla studentów danego trybu, a średnią decydującą będzie średnia względna. I na koniec – oby obecni drugoroczni nie obudzili się w przyszłym roku z ręką w tym samym nocniku.

Jeszcze na koniec krótka informacja - do naszej grupy GO-3 dołączył Wojtek Korpal. Mam nadzieję, że wspólnie będziemy w stanie poprawić tą uczelnię

Tags
portret użytkownika Anonim

Solow to zmurszała teoria z lat 1950-tych. Model wzrostu gospodarczego nie uwzględniający zmian technologii?
To ja już wolę historię i geografię.

portret użytkownika Mariusz Kostka

Bardziej chodziło mi o jakiś przykład niż konkretne pytanie. Zresztą Solow to myślę dobry punkt wyjścia i zawiera A jako stopę zmian technologii. Dla mnie Solow to przede wszystkim zmniejszające się krańcowe przychody przy wzroście gospodarczym, a co jest chyba student drugiego stopnia wiedzieć powinien :)

portret użytkownika Anonim

Solow to punkt wyjścia do całej nowoczesnej teorii wzrostu, model powinien być znany wszystkim absolwentom studiów pierwszego stopnia o profilu ekonomicznym, ale nie wymagajmy od studentów FiRy znajomości modelu Jonesa, do niczego im to nie będzie potrzebne...
Pozdrawiam zmurszałego historyko-geografa ;)

portret użytkownika Anonim

Nie rozumiem argumentacji za zniesieniem egzaminu z geografii ekonomicznej i historii gospodarczej. Oba przedmioty są fundamentem wiedzy o otaczającej rzeczywistości społeczno-gospodarczej i z pewnością wnoszą do wiedzy ekonomisty dużo więcej niż polityka społeczna, a może nawet więcej niż suche, matematyczne modele.

Jak dla mnie frazes niczym niepoparty, poza niechęcią nauki przedmiotów z pierwszego roku.

portret użytkownika Mariusz Kostka

Każda skrajność jest zła, ale większość przedmiotów podstawowych jest tylko fundamentem do dalszych studiów. Historia z prof. Morawskim była jednym z najprzyjemniejszych przedmiotów jakie realizowałem w tej szkole. Nie zmienia to jednak faktu, że dużo bardziej przydała się znajomość podstaw mikro/makroekonomii niż merkantylizm. Tak samo wiedza o sposobie w jaki ubezpieczenia społeczne oddziałują na PKB i "chęć do pracy" ludności wydaje się bardziej pożyteczna niż o obszarach Chin gdzie uprawiany jest ryż.

portret użytkownika Anonim

Cytat:
1. Olej maturę, 31% wystarczy do zdania i dostania się na studia zaoczne
2. Koniecznie wybieraj najbardziej „lajtowych” wykładowców, same 5 i 5,5 w indeksie
3. Rekrutuj się ze średniej na magisterkę dzienną.

Mój komentarz:
Zanim napiszesz głupoty warto sprawdzić jakie oceny są na zaocznych. Piątek 5 na ponad 200 zdających, 5,5 nie wiem czy w ogóle stawiają.
A w ogóle powyższy algorytm jest kompletnie od czapy, nie spotkałem się jeszcze z nikim kto chciałby na licencjacie studiować zaocznie, a na uzupełniających w trybie dziennym. Odwrotnie owszem często się zdarza. No i ktoś mający 31% na maturze raczej nie da sobie rady na SGH w jakimkolwiek trybie.

portret użytkownika Mariusz Kostka

Niezależnie od tego jaki jest rozkład ocen na zaocznych uważam, że nie ma sensu porównywać dwóch trybów z różnymi wymaganiami, z różnymi przedmiotami.

Zakładam tylko, że osoba, która dostałaby się na granicy na studia stacjonarne bez większych problemów wyciągnie taką samą lub wyższą średnią na studiach zaocznych - materiał jest w wielu miejscach zawężony, nie ma drugiego języka (co pochłania dużo energii stacjonarnych). Jeżeli nawet na zaocznych są niższe oceny to jednym z powodów jest to, że dostają się tam słabsze osoby niż na dzienne.

Nie chcę się zasłaniać danymi, ale można do nich dotrzeć. Pytanie tylko czy walczymy o to, kto jest "lepszy" czy o pewną ideę wyimaginowanej sprawiedliwości.

portret użytkownika Tomasz Jaśkowski

Witaj,

skąd masz dane dot. ilości piątek na 200 osób? Osobiście jedyne doświadczenia, jakie miałem ze studentami zaocznymi, to moi znajomi studiujący zaocznie przez pewien czas albo inni uczestnicy kursów e-learningowych (realizowanych przez zaocznych i stacjonarnych jednocześnie). Z obu przypadków wnioskuję, że ciężej jest dostać piątkę na dziennych (wymaga to przyswojenia większego materiału).

Moim zdaniem również ilość 5,5 (tzn. informacja o ich braku) jest przesadzona. Owszem, może są pojedyncze przedmioty z takim rozkładem ocen, ale zdarzają się one wszędzie - a przykładem na dziennych jest Wstęp do Informatyki Gospodarczej, gdzie moja grupa wykładowa (ok. 3 lata temu) w ok. 60-80% nie zaliczyła egzaminu w I terminie, a najlepszą oceną było 4,5, które dostały dwie osoby. Są też inne przykłady, chociaż ten zapadł mi najbardziej w pamięci.

Ale wracając do tematu, mam pytanie: podważasz to, że na studiach zaocznych dostaje się lepsze oceny umiejąc mniej, niż na dziennych?

Jeśli chodzi o osoby studiujące najpierw zaocznie, a potem dziennie, to ja znam takie przypadki. Są to przypadki osób, które z różnych powodów nie dostały się na dzienne, a tylko na zaoczne studia. Tam zdobywały wysoką średnią, dzięki której przechodziły na studia dzienne.

Mariusz przedstawił ten "algorytm" prawdopodobnie po to, żeby pokazać prostą, łatwą drogę do uzyskania tytułu magistra po studiach dziennych na najlepszej uczelni ekonomicznej w kraju (chodzi oczywiście o SGH). I mimo że nie sądzisz, aby ktoś z takimi wynikami sobie poradził, to ciężko jest podważyć możliwość dostania się takiej osoby na studia zaoczne licencjackie, nie sądzisz? Potem - po przejściu 3-ch lat - mniejszym kosztem zdobyć miejsce na studiach magisterskich zajmując je komuś z dużo większą wiedzą, ale kończącemu studia dzienne licencjackie. Nie musisz pisać egzaminu, a ta "więcej wiedząca" osoba może go jednak wciąż z różnych powodów oblać (tzn. nie znaleźć się powyżej progu), przez co jest w gorszej sytuacji.

Podsumowując: nie sądzę, żeby "algorytm" Mariusza był błędny. Jest zgodny z definicją, tzn. jest moim zdaniem wykonalny i prowadzi do dostania się na studia magisterskie na naszej uczelni mniejszym kosztem.

Dodaj nową odpowiedź

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <b><br />
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania



Ostatnie odpowiedzi